Jak wyglądała Twoja droga od pracy w szkole do tworzenia własnej fundacji – czy był moment przełomowy, który wszystko zmienił?
Moja droga nie była jednym wielkim planem, lecz raczej serią spotkań z ludźmi i doświadczeń, które prowadziły mnie krok po kroku. Zaczynałam jako nauczycielka języka niemieckiego i to właśnie w szkole odkryłam, jak ogromną siłę mają pasje młodych ludzi. Widziałam, jak muzyka, języki i scena potrafią zmieniać ich pewność siebie, otwartość oraz sposób patrzenia na świat. Praca w liceum była wspaniała, ale czułam, że systemowe ramy czasem nie pozwalają nam w pełni rozwinąć skrzydeł – zarówno uczniom, jak i mnie.
Przełomem był moment, w którym zobaczyłam, że muzyka i wspólne tworzenie potrafią wyciągnąć młodego człowieka z największej skorupy nieśmiałości. Przez lata widziałam, jak bardzo młodzi ludzie potrzebują przestrzeni, sceny, wsparcia i relacji. Zrozumiałam wtedy, że trzeba stworzyć coś trwałego. Tak narodził się pomysł Fundacji. Chciałam, żeby to miejsce było dla nich, nie dla mnie.

Bielany odegrały ważną rolę w Twoim życiu – co sprawiło, że właśnie to miejsce stało się dla Ciebie „domem”?
Bielany to dla mnie przede wszystkim ludzie, nie tylko miejsce. To dzielnica Warszawy o niezwykłym klimacie – spokojna, zielona, trochę artystyczna, trochę rodzinna. To tutaj powstało bardzo wiele projektów, tutaj poznawałam młodzież, artystów i animatorów kultury, tutaj uczyłam się pracy społecznej i kulturalnej. Bielany to idealna gleba, by zasiać ziarno pasji.
Praca z młodzieżą daje Ci ogromną satysfakcję – co jest dla Ciebie najważniejsze w budowaniu relacji z młodymi ludźmi?
Najważniejsze jest dla mnie to, aby młody człowiek czuł się zauważony i traktowany poważnie. Młodzież bardzo szybko wyczuwa sztuczność, dlatego w relacjach z nimi najważniejsze są szczerość i autentyczność.
Zawsze staram się ich słuchać, a nie tylko mówić. Dawać im przestrzeń do pomysłów, do działania i do popełniania błędów. Chcę, żeby czuli, że JoséSong to nie jest „czyjś projekt”, ale nasza wspólna przestrzeń. Bo kiedy młody człowiek zaczyna czuć sprawczość, wtedy dzieją się naprawdę piękne rzeczy.
Co było impulsem do założenia Fundacji Rozwoju Pasji JoséSong i jak wyglądały jej początki?
Fundacja powstała z potrzeby serca oraz z potrzeby kontynuowania tego, co już robiliśmy przy Festiwalu JoséSong i projektach muzycznych. Widziałam, że młodzi ludzie potrzebują nie tylko jednego wydarzenia w roku, ale miejsca, które będzie ich wspierało przez cały czas – poprzez koncerty, warsztaty, nagrania i projekty artystyczne.
Początki były bardzo skromne – dużo pracy społecznej, spotkań po godzinach, rozmów, planów oraz wolontariuszy, którzy uwierzyli w ten pomysł. Tak naprawdę fundacja od początku była tworzona przez ludzi z pasją, a nie przez wielkie budżety. I myślę, że do dziś to jest jej największa siła – ludzie i relacje.

Festiwal JoséSong zdobywa coraz większe uznanie – co według Ciebie stanowi o jego wyjątkowości?
Myślę, że wyjątkowość JoséSong polega na tym, że to nie jest tylko konkurs. To społeczność i historia wielu młodych ludzi. Festiwal łączy muzykę z językami i kulturą, daje młodym możliwość występu na profesjonalnej scenie, nagrania płyty, koncertów oraz dalszego rozwoju artystycznego.
Ale najważniejsze jest to, że tam naprawdę tworzą się relacje. Laureaci wracają, współpracują, nagrywają, koncertują i przyjaźnią się. I chyba właśnie to jest najpiękniejsze – że z jednego festiwalu powstała wielka muzyczna rodzina.

Jakie momenty w pracy z młodzieżą najbardziej zapadły Ci w pamięć i utwierdziły Cię w przekonaniu, że idziesz właściwą drogą?
Najbardziej pamiętam momenty, kiedy młodzi ludzie wracają po kilku latach i mówią: „To dzięki JoséSong uwierzyłem w siebie”, „To był moment, kiedy zdecydowałam, że chcę śpiewać”, „Tam poznałam ludzi, którzy zmienili moje życie”. Tak było na przykład z Darią Salamon, młodą wokalistką z Rudy Śląskiej, która niedawno nagrała swoją autorską piosenkę, dostała się na studia muzyczne w Warszawie i dziś niemal nie ma tygodnia bez jej koncertu w stolicy.
Pamiętam też pierwsze nagrania płyt z laureatami, pierwsze koncerty, tremę przed wyjściem na scenę i ogromną radość po występie. Ale z czasem zaczęłam dostrzegać, że w tym wszystkim najważniejsze nie są same występy, lecz to, co dzieje się między ludźmi. Młodzi artyści inspirują się nawzajem, wspierają, poznają i wracają na kolejne edycje już nie tylko dla sceny, ale także dla siebie. Z tych spotkań rodzą się przyjaźnie, wspólne projekty, rozmowy i poczucie, że jest się częścią czegoś ważnego.
I myślę, że właśnie to jest nasz znak rozpoznawczy – JoséSong to nie tylko festiwal czy projekt muzyczny, ale społeczność. Taka, w której młodzi ludzie czują się bezpiecznie, są akceptowani, mogą być sobą i rozwijać się bez porównywania oraz oceniania. Oni naprawdę kibicują sobie nawzajem, stoją pod sceną i cieszą się z sukcesu innych tak, jak z własnego.
Z perspektywy lat widzę też bardzo wyraźnie, że takie występy i bycie w tak wspierającej społeczności mają ogromny wpływ na dobrostan psychiczny młodych ludzi. Scena uczy odwagi, ale grupa uczy poczucia własnej wartości. Kiedy młody człowiek czuje, że jest częścią wspólnoty, że jest ważny, potrzebny i zauważony, zaczyna inaczej patrzeć na siebie oraz na swoje możliwości. Rośnie jego pewność siebie, wiara w siebie i odwaga do podejmowania decyzji oraz realizowania marzeń. I wtedy znowu wraca do mnie ta sama myśl, bardzo prosta, ale dla mnie najważniejsza – że to naprawdę ma sens.
Masz bardzo bogate doświadczenie – od edukacji, przez kulturę, po zarządzanie. Które z tych obszarów najbardziej Cię ukształtowały jako liderkę?
Myślę, że najbardziej ukształtowały mnie edukacja i praca z młodzieżą. Bo lider to nie jest osoba, która jedynie zarządza projektami, lecz człowiek, który pracuje z ludźmi. Szkoła nauczyła mnie cierpliwości – takiej prawdziwej, codziennej, kiedy trzeba dać komuś czas, zaufać procesowi i uwierzyć w kogoś, zanim on sam uwierzy w siebie. Kultura nauczyła mnie kreatywności i odwagi w działaniu – tego, że można szukać nowych dróg, łączyć światy i wychodzić poza schematy. A zarządzanie nauczyło mnie odpowiedzialności – za ludzi, za decyzje i za to, że za każdą inicjatywą stoją konkretne emocje, oczekiwania oraz historie.
Ale im dłużej pracuję, tym mocniej czuję, że to wszystko jest tylko fundamentem. Najwięcej nauczyli mnie ludzie, z którymi jestem na co dzień – młodzież, wolontariusze, artyści i współpracownicy. To oni pokazują mi, jak ważne są słuchanie, uważność i bycie naprawdę obecnym. Młodzi ludzie uczą mnie autentyczności – tego, że nie da się niczego udawać, że trzeba być prawdziwym. Wolontariusze przypominają mi, jak ogromną siłę ma zaangażowanie i działanie z potrzeby serca, a nie z obowiązku. Artyści uczą mnie wrażliwości i odwagi wyrażania siebie, a współpracownicy – zaufania i tego, że dobre rzeczy powstają tylko wtedy, kiedy tworzy się je razem.
Dla mnie bycie liderką nie oznacza bycia na czele, lecz bycie obok. To towarzyszenie, wspieranie, czasem dodanie odwagi, a czasem po prostu milcząca obecność i danie komuś przestrzeni. I mam poczucie, że właśnie tego nauczyli mnie ludzie – że największą siłą nie jest kontrola, ale zaufanie, a największym sukcesem nie są projekty, tylko to, kim stają się osoby, które są ich częścią.
Dziękujemy za inspirującą rozmowę i podzielenie się swoją historią. Życzymy dalszych sukcesów, niegasnącej pasji oraz realizacji wszystkich planów – zarówno tych zawodowych, jak i osobistych.
Zachęcamy do śledzenia działań Karoliny Rudzik oraz Fundacji JoséSong w mediach społecznościowych – naprawdę warto być częścią tej wyjątkowej społeczności!
WWW: josesong.org.pl
Facebook: @josesong.fundacja
Instagram: @fundacja.josesong
Spotify: JoséSong
YouTube: JoséSong
TikTok: @festiwaljosesong
LinkedIn: Fundacja Rozwoju Pasji JoséSong:
Wspomóż Fundację:

Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.