Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

„Polska była dla nich legendą”. Potomkowie polskich legionistów na Haiti odkrywają swoje korzenie

Rozmowy
04 września 2026

Polska na Haiti. W Cazale potomkowie legionistów odkrywają kraj swoich przodków

Historia Cazale jest niezwykła. Ponad 200 lat temu na Haiti trafili polscy legioniści wysłani wraz z wojskami napoleońskimi na wyspę Saint-Domingue. Mieli uczestniczyć w tłumieniu powstania niewolników walczących przeciwko francuskim kolonizatorom. Część Polaków dostrzegła jednak w walczących Haitańczykach ludzi, którzy – podobnie jak oni sami – pragnęli wolności i niezależności.

Po uzyskaniu przez Haiti niepodległości w 1804 roku część ocalałych Polaków pozostała na wyspie. Ich postawy zostały docenione w pierwszej haitańskiej Konstytucji. Ich potomkowie żyją tam do dziś, między innymi w Cazale – miejscowości, która stała się jednym z najbardziej niezwykłych świadectw wspólnej polsko-haitańskiej historii.

Ponad dwa stulecia później polskość ponownie zaczęła być obecna w życiu miejscowych dzieci i młodzieży. Uczą się języka polskiego, śpiewają polskie piosenki, poznają tańce, historię i tradycje kraju swoich przodków. Powstała również dziecięca telewizja CazaleTVPologne, której młodzi twórcy dokumentowali życie miejscowej społeczności i nagrywali rozmowy ze starszymi mieszkańcami.

Za wieloma z tych inicjatyw stoją Krzysztof „Christopher” Szybiński i jego żona Elżbieta Szybińska, którzy dotarli na Haiti w 2014 roku, a od 2015 roku rozpoczęli działalność w Cazale.

Z czasem do projektu dołączyła Małgorzata Kilanowicz – wolontariuszka, romanistka, tłumaczka i koordynatorka zajęć z języka polskiego.

Małgorzata Kilanowicz, arch. prywatne

Rozmawiamy z nimi o polskich śladach na Haiti, młodych ludziach, którzy chcą poznawać język swoich przodków, marzeniach o studiach w Polsce oraz o szkole, która mimo niezwykle trudnych warunków próbuje dać swoim uczniom szansę na lepszą przyszłość.

Zacznijmy od początku. Jak narodziła się współpraca z mieszkańcami Cazale? Co sprawiło, że ta współpraca doszła do skutku?

Krzysztof Szybiński: Wraz z żoną Elżbietą przez około 35 lat podróżowaliśmy po siedmiu kontynentach, szukając między innymi śladów Polonii. Nie znaleźliśmy ich właściwie tylko na Antarktydzie.

W latach 2014–2015, spełniając testament naszego syna, przemierzaliśmy Haiti. Dotarliśmy wtedy do Cazale, gdzie wielu mieszkańców ma polskie korzenie. Ponieważ sami jesteśmy Polakami, bardzo szybko nawiązywaliśmy kontakty.

Realizowaliśmy filmy, przeprowadzaliśmy wywiady i poznawaliśmy mieszkańców. Ja, jako wieloletni uczestnik zespołu ZHP „Gawęda”, razem z Elżbietą zaczęliśmy uczyć dzieci polskich piosenek i tańców – początkowo po prostu na ulicach.

W 2019 roku Ambasada RP przekazała szkole w Repairer Breaches część sprzętu do łącza satelitarnego, umożliwiającego dostęp do Internetu, a przede wszystkim prowadzenie nauki online.

Foto: Fb @ Polonia na Haiti

Później otrzymaliśmy pomoc lokalową od parafii katolickiej, od proboszcza Kościoła Katolickiego  pod wezwaniem Świętego Michała, Brata Pascal. I właśnie w tym kościele, w 2018 roku, odbył się dwugodzinny koncert zorganizowany w ramach Dni Solidarności Polaków z Polonią Haitańską. W wydarzeniu wzięło udział 40 artystów z Cazale, którzy śpiewali polskie piosenki oraz prezentowali polskie tańce.

Gościliśmy wówczas przedstawicieli władz Haiti, polskiego konsula z Bogoty oraz haitańskich dziennikarzy. To właśnie wtedy nawiązaliśmy również kontakt ze szkołą Repairer of the Breaches, a szczególnie z jej wspaniałym dyrektorem, Derismontem Mesiusem Roobensem, który poprowadził ten koncert. Odwiedzaliśmy także szkoły i Dom Kultury. Prowadziliśmy zajęcia, wspieraliśmy szkoły finansowo i sprzętowo oraz zaczęliśmy budować kontakty z Polską. Wtedy też nawiązaliśmy kontakt ze szkołą Repairer of the Breaches poprzez jej wspaniałego dyrektora Derismonta Messiusa Roobensa.

Małgorzata Kilanowicz: Moja historia jest zupełnie inna. Christophera poznałam na SOR-ze, podczas oczekiwania na konsultację lekarską. Swoimi opowieściami zainteresował właściwie całą poczekalnię.

Poprosiłam go o adres mailowy i później napisałam, ponieważ pomyślałam, że jako romanistka mogę się przydać. I rzeczywiście się przydałam.

Okazało się jednak, że musimy zacząć od podstaw – od najprostszych polskich słów i zwrotów. Christopher wcześniej rozpoczął naukę poprzez piosenki. Z poezją Juliana Tuwima musimy jeszcze trochę poczekać, ale jesteśmy na dobrej drodze.

Technicznie i organizacyjnie wspiera nas Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą – ORPEG. Pozostałe koszty przez lata ponosiliśmy sami, organizując zbiórki i dokładając prywatne środki.

Jak wyglądało Cazale w 2014 roku? Co było największym zaskoczeniem?

Krzysztof Szybiński: Podczas podróży po Haiti widzieliśmy miejsca skrajnej biedy, która naprawdę ściskała za serce. Ale były również miejsca, gdzie mieszkańcy mieli środki, aby zadbać o swoje domy i otoczenie.

Często było to możliwe dzięki członkom wielopokoleniowych rodzin pracującym za granicą. Niektórzy budowali na Haiti domy, do których planowali wrócić. Cazale było właśnie takim miejscem.

Jakie ślady polskiej obecności zachowały się do dziś w Cazale? Czy są obecne w rodzinnych historiach, nazwiskach, tradycjach, kulturze czy pamięci mieszkańców?

Krzysztof Szybiński: W małej kapliczce przy kościele św. Michała przechowywany jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej – Czarnej Madonny. Mieszkańcy nadal czują z nią szczególną więź.

Wiele osób o polskich korzeniach pokazywało nam rodzinne fotografie. Uczestniczyliśmy w długich, wieczornych rozmowach o historii ich rodzin. Zgromadziliśmy ogromne archiwum filmów i wywiadów z mieszkańcami.

Foto: Fb @ Polonia na Haiti

Niestety język polski nie zachował się w żadnej formie. Dlatego jednym z naszych największych pragnień było ponowne rozpoczęcie jego nauki – najpierw poprzez zabawę, a później w sposób zorganizowany w szkole.

Co dla mieszkańców Haiti oznacza dziś polskie pochodzenie?

Małgorzata Kilanowicz: Ludzie żyją tam w tak trudnych warunkach, że trudno oczekiwać, aby zajmowali się wyłącznie sentymentami związanymi z historią, ale są dumni ze swojego pochodzenia i chętnie opowiadają o niezwykłych losach swoich przodków.

Co ciekawe, Haitańczycy bywają bardzo nieufni wobec białych obcokrajowców, co ma swoje historyczne uzasadnienie. Wielokrotnie jednak słyszałam, że kiedy dowiadują się, iż spotkany człowiek jest Polakiem, sytuacja potrafi zmienić się diametralnie. Christopher jest tam nazywany „bratem”.

Przeciętny Haitańczyk nie wie o Polsce zbyt wiele. Ale nasi uczniowie wiedzą już znacznie więcej. Polska to dla nich nie tylko język. To również piosenki, tańce, symbole, historia i geografia.

Jak wyglądały początki szkoły Repairer of the Breaches? Jaka była jej misja?

Krzysztof Szybiński: Dyrektor szkoły Derismont Mesius Roobens pochodzi z dużej rodziny. Jego bracia i siostry wyjeżdżali do pracy za granicę. On również był wielokrotnie namawiany, żeby wyjechać.

Postanowił jednak zostać. Powiedział mi, że chce stworzyć prywatną szkołę, która będzie bardzo dobrze kształciła przyszłych mieszkańców Haiti – tak, aby kiedyś mogli nawet uczestniczyć w zarządzaniu własnym krajem.

To wyznanie podbiło nasze serca.

Derismont Mesius Roobens, dyrektor szkoły i Krzysztof Szybiński

Państwa współpraca spowodowała wiele zmian w szkole. Które można zaliczyć do najważniejszych?

Krzysztof Szybiński: Staramy się reaktywować zapomnianą Polonię w Cazale i podtrzymywać zainteresowanie młodego pokolenia krajem przodków.

Wprowadziliśmy zajęcia rozwijające wyobraźnię poprzez rysowanie i malowanie, zajęcia z polskiego tańca i śpiewu, stworzyliśmy dziecięcą telewizję CazaleTVPologne. Nawiązaliśmy współpracę z polskimi szkołami, których uczniowie wymieniali się z dziećmi z Cazale rysunkami i nagraniami.

Wprowadziliśmy również niektóre polskie tradycje, jak malowanie pisanek, oraz spotkania z okazji Święta Niepodległości.

Przy współpracy ze szkołą ufundowaliśmy tablice przypominające o wkładzie polskich legionistów w walkę o niepodległość Haiti. Szkoła pomagała również w przygotowaniu Miejsca Pamięci św. Jana Pawła II. Haitańczyk Joel Lorque był autorem i realizatorem tego projektu w 2022 roku. Projekt ten stał się jednocześnie symbolem przyjaźni polsko-haitańskiej.

Małgorzata Kilanowicz: Zainteresowanie Polską narodziło się na nowo. Przejęły je dzieci – dziś już młodzi ludzie, bardziej otwarci na świat.

Dzięki piosenkom, filmom i opowieściom zobaczyli, że świat nie zawsze musi być wrogi i nieprzychylny. Może również nieść pomoc, radość i nadzieję.

Co najbardziej fascynowało uczniów w nauce języka polskiego? Czy język polski jest dla nich tylko kolejnym przedmiotem?

Małgorzata Kilanowicz: Na początku najbardziej podobały im się zajęcia ze śpiewem. Młodzi ludzie uwielbiają się bawić, więc było wesoło, ciekawie i zupełnie inaczej.

Język polski nie jest dla nich kolejnym przedmiotem. To zajęcia dodatkowe i nieobowiązkowe. Uczniowie zostają dłużej w szkole i uczą się również w domu, na przykład przygotowując dialogi. To jest ich własny wybór.

Dzisiaj prowadzimy zajęcia w trudnych warunkach i na przestarzałym sprzęcie. Mały ekran nie pozwala nawet na pokazanie całej klasie filmu. Na szczęście zainteresowanie nie słabnie.

Szkoła mimo niezwykle trudnych warunków zapewnia uczniom między innymi darmowy lunch. Co pozwala jej funkcjonować?

Małgorzata Kilanowicz: Szkołę wspierają zagraniczne fundacje i Haitańczycy mieszkający poza krajem. Dzisiaj ta pomoc jest jednak niewystarczająca.

Szkoła wydaje codziennie darmowy lunch dla około 425 uczniów – od przedszkola po szkołę podstawową, zawodową i średnią. Posiłki finansuje organizacja Moon Day Project.

Foto: Fb @ Polonia na Haiti

Dla części dzieci darmowy posiłek jest niestety główną motywacją do regularnego przychodzenia do szkoły. Kiedy zaczynaliśmy, koszt jednego takiego posiłku wynosił poniżej dolara. Dzisiaj to około pięciu dolarów, a brakuje właściwie wszystkiego.

To, że ta szkoła funkcjonuje i ma świetne rezultaty dydaktyczne zakrawa właściwie na cud.

Jak narodził się pomysł stworzenia CazaleTVPologne?

Krzysztof Szybiński: Pierwszą telewizję dziecięcą stworzyłem w Polsce już w 2004 roku. Przez lata zajmowałem się fotografią i filmem, a praca z dziećmi i młodzieżą zawsze była mi bardzo bliska.

Moją prywatną motywacją było również spełnienie marzenia mojego syna Kamila, który chciał pojechać na Haiti. Niestety zginął tragicznie. Jestem przekonany, że gdyby żył, wspierałby mnie przy tworzeniu CazaleTVPologne.

Chciałem, żeby dzieci w Cazale poznały tajniki realizacji filmów i mogły pracować na półprofesjonalnym sprzęcie. I tak się stało.

Jak wyglądała praca telewizji? Dzieci rzeczywiście same przygotowywały materiały?

Krzysztof Szybiński: Tak. Przeprowadzały wywiady, tworzyły reportaże i krótkie formy filmowe – od scenariusza i scenopisu, poprzez organizację planu filmowego, aż po montaż.

Foto: Fb @ Polonia na Haiti

Podczas kolejnych zajęć zmieniały się rolami. Były scenarzystami, operatorami kamer, dźwiękowcami, reporterami i montażystami. Materiały montowały na komputerach Mac w Adobe Premiere Pro.

Byłem pod ogromnym wrażeniem ich zaangażowania i pomysłów. Bardzo szybko osiągały znakomite rezultaty. Szczególnie uwielbiały pracę z kamerą w terenie.

Na kanale cazale99 zgromadzono setki filmów.

Od 2023 roku działalność CazaleTVPologne jest jednak zawieszona. Powodem jest nie tylko brak środków i moja nieobecność na miejscu, ale przede wszystkim bezpieczeństwo. W obecnych warunkach samo filmowanie kamerą może stanowić zagrożenie.

Poprzez CazaleTVPologne młode pokolenie poznawało historię swoich przodków. Jakie historie udało się ocalić od zapomnienia?

Krzysztof Szybiński: Szczególnie ciekawe były wywiady ze starszymi mieszkańcami. Z czasem zaczęliśmy je prowadzić dwujęzycznie.

Jeżeli rozmówca nie znał angielskiego, reporter tłumaczył pytania na język kreolski lub francuski, a następnie odpowiedzi na angielski.

To bardzo ułatwi kiedyś korzystanie z archiwum. Co szczególnie ważne, wielu ludzi, z którymi przeprowadzono te rozmowy, już niestety nie żyje.

Czy dzieci zdawały sobie sprawę, że tworzą bezcenny dokument historii swojej społeczności?

Małgorzata Kilanowicz: Wydaje mi się, że tak. Były niesłychanie zainteresowane i podekscytowane działalnością telewizji.

Mamy nadzieję, że kiedy sytuacja się uspokoi, będziemy mogli wrócić do filmowania. Christopher obawia się, że umiejętności, które dzieci już zdobyły, między innymi montażowe, zostaną zapomniane, a sprzęt po latach i w tamtejszym klimacie będzie wymagał konserwacji lub wymiany.

Czy udało się stworzyć klasę multimedialną?

Małgorzata Kilanowicz: Nie udało nam się jeszcze stworzyć takiej klasy. Pracujemy nad tym, ale sami sobie nie poradzimy.

Setki filmów dokumentujących zajęcia szkolne i wywiady z mieszkańcami czekają na opracowanie. Zajęcia klasy telewizyjnej, programowanie komputerowe dla dzieci typu Scratch, zajęcia taneczne i chóralne są obecnie zawieszone. Skończyły się pieniądze na ich utrzymanie.

Jakie znaczenie miało zarejestrowanie szkoły w bazie szkół polonijnych ORPEG?

Małgorzata Kilanowicz: Od tego czasu zaczęliśmy być bardziej dostrzegani. ORPEG wspomina o naszej szkole na swoich stronach, pojawiają się nagrania fragmentów lekcji i wypowiedzi uczniów. Szczególne zainteresowanie budzi to, że mówią po polsku.

Z jakimi największymi problemami szkoła musi mierzyć się obecnie? Jak sytuacja na Haiti wpływa na marzenia młodych ludzi?

Małgorzata Kilanowicz: Jeśli mówimy o samej szkole, są to problemy finansowe, lokalowe i sprzętowe. Drugim, a być może dzisiaj najważniejszym problemem, jest zapewnienie bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom.

Bezpieczeństwo jest priorytetem.

Mimo tego patrzymy w przyszłość. Chcielibyśmy rozszerzać program o kolejne przedmioty. Moim marzeniem jest, aby kiedyś szkoła średnia Repairer of the Breaches stała się szkołą dwujęzyczną – taką, w której uczeń mógłby wybrać język wykładowy i na przykład uczyć się biologii po polsku. Mamy nadzieję, że przy współpracy z Ośrodkiem Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, kiedyś nam się to uda.

Część uczniów zdała już maturę haitańską. Jak ważne byłyby dla nich stypendia umożliwiające naukę w Polsce?

Małgorzata Kilanowicz: Bezspornie mogłoby to zmienić ich życie. Nie udało nam się dotąd uzyskać pełnego stypendium naukowego w Polsce. Uniwersytet Łódzki zaproponował 50-procentową zniżkę opłat, ale pozostałe koszty nadal są dla tych młodych ludzi niewyobrażalnie wysokie.

Problemem jest także formalne potwierdzenie polskiego pochodzenia. Minęło ponad 200 lat i często nie istnieją dokumenty, które mogłyby je udowodnić (masakra Duvaliera z 1969 roku, której upamiętnienie pomagał przygotować Christopher, jest jednym z przykładów. W archiwach kościelnych miały znajdować się dokumenty dotyczące tych wydarzeń, jednak podczas czystek etnicznych wiele z nich było palonych i bezpowrotnie zginęło w pożarach, a sami mieszkańcy pozbywali się ich w obawie o własne życie). 

W powszechnym i antropologicznym i historycznym rozumieniu Cazalczycy są Polonią. W rozumieniu stricte prawnym sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, bo administracja państwowa nie stosuje uznaniowości.

Jakiego wsparcia najbardziej potrzebują dziś uczniowie i absolwenci?

Małgorzata Kilanowicz: Dobudowania i wyposażenia sali multimedialnej do nauki zdalnej oraz niezależnego dostępu do internetu. Potrzebujemy komputerów, projektora, kamer i mikrofonów umożliwiających indywidualny kontakt z uczniami.

Sala multimedialna jest naszym największym marzeniem. Mogłaby jednocześnie pełnić funkcję małego studia telewizyjnego.

Ponieważ nie możemy być tam fizycznie, musimy polegać na technologii. I właśnie tutaj są największe braki.

Foto: Fb @ Polonia na Haiti

Polskie szkoły dysponują tabletami, projektorami, interaktywnymi tablicami i stałym dostępem do szerokopasmowego internetu. My mamy cztery maleńkie i bardzo stare laptopy oraz internet, który co chwilę się zrywa.

Chcemy rozwijać działalność artystyczną związaną z kulturą polską, uczyć programowania i ponownie rozwijać dziecięcą telewizję. Marzymy również o wirtualnej bibliotece podręczników i dwujęzycznych wydań polskiej literatury, sztuki i filmu.

Absolwentom chcielibyśmy natomiast umożliwić kontynuację nauki w Polsce.

Jeden z absolwentów został przyjęty na kurs przygotowawczy do studiów w Polsce. Udało nam się zapłacić za jeden taki kurs, a chętnych jest wielu.

Absolwentów szkoły średniej jest 26 i wszyscy uczęszczali na kurs języka polskiego. Wszyscy chcą studiować w Polsce. Dziesiątki innych uczniów czekają na poprawę warunków lokalowych i sprzętowych, ponieważ również chcą rozpocząć naukę polskiego. Nie mieszczą się już wszyscy w małej bibliotecznej salce.

Jakie są największe marzenia uczniów, nauczycieli i wolontariuszy?

Małgorzata Kilanowicz: Marzenia uczniów są takie same jak marzenia młodych ludzi w Polsce. Chcą się uczyć, rozwijać i mieć szansę na przyszłość.

Naszym marzeniem jest stworzenie im warunków, które pozwolą osiągać lepsze wyniki. Potrzebujemy przede wszystkim sprzętu, technologii i stabilnego Internetu oraz życzliwości zainteresowanych.

Foto: Fb @ Polonia na Haiti

Czy uczniowie marzą o tym, aby kiedyś przyjechać do Polski? Co chcieliby zobaczyć?

Krzysztof Szybiński: Tak. Wszystko.

Zostali zainspirowani filmami o Polsce oraz materiałami otrzymywanymi od uczniów z dwóch współpracujących z nami polskich szkół.

Z perspektywy lat co jest największym osiągnięciem i największą dumą?

Krzysztof Szybiński: Największym osiągnięciem jest to, że udało się zainteresować uczniów naszymi zajęciami.

Ale trzeba powiedzieć coś jeszcze o tych młodych ludziach. Im po prostu chce się chcieć.

Pragną poznawać nowe rzeczy i uwielbiają ze sobą rywalizować. Podczas nauki polskich piosenek zdarzało się, że przychodziła do mnie dziewczyna i prosiła o pomoc, bo chciała śpiewać tak dobrze jak najlepsza solistka. Później przychodziła następna i mówiła: „Christopher, pomóż. Ja chcę śpiewać najlepiej ze wszystkich”.

A przecież śpiewały między innymi piosenki Anny Jantar z muzyką w wykonaniu Polskiej Orkiestry Symfonicznej.

Małgorzata Kilanowicz: Z mojego punktu widzenia ogromnym sukcesem jest rozpoczęcie regularnych, profesjonalnie przygotowanych zajęć z języka polskiego – dwa razy w tygodniu po dwie godziny – co zapewnia nam ORPEG, oraz zaangażowanie samej szkoły w podtrzymywanie kontaktów z Polską.

Dlaczego warto mówić o Cazale i przypominać, że na Haiti żyją ludzie, którzy pamiętają o polskich korzeniach?

Małgorzata Kilanowicz: Przeciętny Polak niewiele na ten temat wie. Ja sama dowiedziałam się o Cazale dopiero kilka lat temu.

Jedną z pierwszych informacji, na które natrafiłam, była historia wystawienia „Halki” Stanisława Moniuszki na centralnym placu w Cazale (luty 2015). Zobaczyłam fotografie śpiewaków operowych w kontuszach, a wokół czarnoskóre dzieci i pasące się kozy.

I wtedy zrozumiałam, jak niezwykłe musi być to miejsce.

Próbowałam sobie wyobrazić, co czuliby polscy legioniści, gdyby 200 lat temu mogli zobaczyć tam polską operę. Tęsknota i wyobcowanie musiały im bardzo doskwierać. Nie mieli szans na powrót do ojczyzny i bliskich.

Haitańczycy pamiętają o Polakach. Udział Polaków w zwycięstwie rewolucji jest uznaną częścią ich historii, której uczą w szkołach. My tej historii właściwie nie uczymy.

Chcemy, aby szkoła Repairer of the Breaches w Cazale stała się wiodącym ośrodkiem skupiającym ludzi zainteresowanych Polską i polskością. Chcielibyśmy również, aby powstało stowarzyszenie zrzeszające Haitańczyków o polskich korzeniach.

Jeżeli w jednym lub dwóch zdaniach mieliby Państwo zachęcić Polaków do zainteresowania się losem szkoły i jej uczniów – co by Państwo powiedzieli?

Małgorzata Kilanowicz: Według mnie jednym z najlepszych sposobów na upamiętnienie poświęcenia naszych zapomnianych bohaterów sprzed ponad 200 lat jest dziś pomoc ich potomkom w zdobywaniu wiedzy oraz danie im szansy na rozwój porównywalny z możliwościami młodych ludzi w Polsce.

Jesteśmy im to winni.

Krzysztof Szybiński: Trzeba również pamiętać, że Polacy, którzy pozostali wtedy przy życiu, właściwie nie mieli dokąd wracać. Polska była pod zaborami. Haiti stało się dla nich nowym domem.

Czego można nauczyć się, pracując z potomkami polskich legionistów? Co należy ocalić za wszelką cenę?

Małgorzata Kilanowicz: Cazale powstało 200 lat temu na terenach przyznanych przez nowo utworzone władze haitańskie. Nazwę swą wzięło najprawdopodobniej z połączenia słów Kay – dom i Zalewski – Dom Zalewskiego – z czasem Ka-zal i dzisiejsze Cazale. Wspólna polsko-haitańska historia wciąż jest tam pisana.

Trzeba przede wszystkim ocalić obudzoną na nowo ciekawość kraju przodków – kraju, który przez wiele lat wydawał im się bardziej legendą niż realnym miejscem.

Dzisiaj zaczynają zadawać pytania o swoje pochodzenie i rodzinne historie. Pytają, dlaczego dziadek nazywał się Mubensky, skąd pochodzili ich przodkowie i jaka jest ich własna historia.

Należy otworzyć im okno na świat. Dzięki edukacji, współpracy z rówieśnikami z Polski, wzajemnemu zrozumieniu i współpracy mogą kiedyś wykorzystać zdobytą wiedzę, aby odbudowywać swój umęczony i zrujnowany kraj.

Serdecznie dziękujemy Krzysztofowi „Christopherowi” Szybińskiemu oraz Małgorzacie Kilanowicz za rozmowę, podzielenie się niezwykłą historią Cazale oraz za przybliżenie nam codzienności, marzeń i wyzwań młodych ludzi o polskich korzeniach mieszkających na Haiti. Dziękujemy również za ogromne zaangażowanie w podtrzymywanie polskości i budowanie mostów między Polską a Haiti.

Pomóżmy:

Zrzutka: Zbiórka na stypendia dla młodzieży polonijnej z Cazale Haiti | Grzegorz Iwaniczko

Wspierajmy medialnie:

Więcej informacji o działalności na rzecz mieszkańców Cazale, prowadzonych projektach oraz codziennym życiu tej niezwykłej społeczności można znaleźć w mediach społecznościowych. Zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej oraz profili na Facebooku i YouTube, gdzie publikowane są aktualności, zdjęcia, filmy i materiały dokumentujące polsko-haitańską historię oraz działania podejmowane na rzecz dzieci i młodzieży z Cazale.

Foto: Fb @ Polonia na Haiti

Dodaj komentarz