Pierwszy turniej Wielkiego Szlema – Australian Open – właśnie się zakończył. Czas zatem na podsumowania. Iga Świątek zakończyła rywalizację na etapie ćwierćfinału, natomiast Jan Zieliński dotarł aż do półfinału debla. W ćwierćfinale turnieju wystąpiła również nasza juniorka Maja Pawelska, która zagrała w deblu wraz ze swoją partnerką Alyssą James z Jamajki. Polsko-jamajski duet przegrał po zaciętej walce w super tie-breaku.

I właśnie starty naszych juniorów zasługują na szczególną uwagę. Po raz pierwszy w Melbourne wystąpiło aż pięciu naszych juniorów i jedna juniorka. Po raz pierwszy w historii w turnieju reprezentowało nas tak wielu młodych zawodników. Polska była trzecim krajem pod względem liczby startujących juniorów – po Australii (co zrozumiałe ze względu na liczbę „dzikich kart”) oraz Japonii. To może budzić zdziwienie, jednak Japonia od wielu lat stawia duży nacisk na tenis. Wiele lat temu zatrudniono tam legendarnego australijskiego trenera Boba Bretta (zmarłego w 2025 roku), a w kraju rozgrywanych jest coraz więcej turniejów juniorskich. Turniej w Osace należy do najważniejszych juniorskich imprez na świecie.

Warto więc przyjrzeć się startom naszych zawodników, tym bardziej że ostatnie dwa lata przyniosły wiele sukcesów. Tomasz Berkieta grał w finale Roland Garros, a Alan Ważny wygrał debla zarówno na Roland Garros, jak i na Wimbledonie.
Co spowodowało start tak wielu naszych juniorów w Australii?
Chodzi o to, aby w turniejach – i to tych najwyższej rangi – występowało jak najwięcej naszych zawodników. Dlatego w ubiegłym roku przedstawiłem PZT swój projekt, który miał pomóc naszym juniorom (urodzonym w 2008 roku i młodszym) w startach. Zauważyliśmy bowiem, że wielu z nich „przepadało” albo w końcówce kariery juniorskiej, albo tuż po jej zakończeniu. A to właśnie wtedy trzeba intensywnie trenować i grać, by rywalizować z najlepszymi i mieć szansę na karierę w turniejach ATP.
Czy sukces Alana Ważnego miał wpływ na naszych juniorów?
Oczywiście. Jego sukcesy w Paryżu i na Wimbledonie bardzo dużo wniosły do naszego tenisa. Młodsi zawodnicy zobaczyli, że te wielkie sukcesy są osiągalne – że można, że warto i że rywalizacja w największych turniejach z najlepszymi daje ogromną satysfakcję.

Być może wcześniej wydawało im się, że „nie jesteśmy do tego stworzeni”, a wielkie sukcesy są poza zasięgiem. Zacząłem więc rozmawiać z najlepszymi juniorami, ich trenerami oraz rodzicami. Oczywiście wszyscy musieli spełnić określone kryteria rankingowe ITF (Międzynarodowej Federacji Tenisowej – przyp. PF), aby polecieć do Australii. Sześciorgu zawodnikom udało się to osiągnąć i w efekcie pięciu juniorów oraz jedna juniorka zagrali w Melbourne.
Jak poszło w turnieju?
Jan Chłodnicki od razu wystąpił w turnieju głównym, a Aleksander Błuś dostał się do niego przez eliminacje. Choć obaj przegrali swoje mecze, były to bardzo zacięte spotkania, rozegrane przeciwko naprawdę dobrym rywalom. Zresztą Błuś prezentuje ostatnio wysoką formę – niedawno wygrał turniej J200 w Koszycach. To są właśnie te pozytywne niespodzianki, o które chodzi w tym programie: pokazanie potencjału i zrobienie kolejnego kroku. Maja Pawelska dotarła natomiast do ćwierćfinału debla. W eliminacjach wystąpił Tymon Litwic, zbierając cenne doświadczenie na arenie międzynarodowej.

Mimo porażek – jak oceniasz ich występy?
Bardzo ich chwalę za to, co zrobili w ubiegłym roku, bo to doprowadziło ich do występu w Melbourne. Dla kilku z nich był to pierwszy turniej wielkoszlemowy. To efekt ciężkiej pracy i odwagi, by się tu pojawić. Nawet jeśli ktoś odpadł już w eliminacjach, to podjął wyzwanie, przyjechał i mógł porównać się ze światową czołówką. Zacięte mecze pokazały, że są w stanie podjąć taką walkę. Zresztą Alan Ważny również przegrał w Australii w ubiegłym roku, a później wygrał dwa turnieje wielkoszlemowe.
Czyli oceniasz występ pozytywnie?
Zdecydowanie tak. Tym bardziej że dzięki wsparciu PZT i Polskiej Grupy Energetycznej zawodnicy zagrali jeszcze turniej w Traralgon w Australii, który jest swego rodzaju rozgrzewką przed Australian Open. Tam również rywalizowali najlepsi. Chodzi o to, aby pokazać młodym zawodnikom, że są w dobrym miejscu pod względem poziomu gry, ale jednocześnie uświadomić im, jak wiele pracy jeszcze przed nimi. Grali tam m.in. mistrz Polski Szymon Karpiński, Jan Sadzik, Tymon Litwic, Jan Chłodnicki oraz Aleksander Błuś – zwycięzca turnieju w Koszycach. W Traralgonie najlepiej wypadł Tymon Litwic który przeszedł eliminacje i wygrał pierwszy mecz w turnieju głównym ulegając dopiero późniejszemu finaliście imprezy. Występy w największych imprezach pozwalają im monitorować poziom gry i postępy, a także nie spoczywać na laurach. Zawsze uważałem, że lepiej być drugim w Melbourne czy Nowym Jorku niż wygrać w przysłowiowym Pcimiu.
Dlaczego zdecydowałeś się na start w Australii?
Mamy już luty i za chwilę ci zawodnicy będą musieli grać turnieje rangi futures, rywalizując z profesjonalistami, którzy grają na tym poziomie od lat. Poza tym wiem, jak trudno będzie im dostać się na Roland Garros czy Wimbledon, więc chciałem, aby spróbowali i zasmakowali startu w Wielkim Szlemie. Chodziło o to, aby zobaczyli, jak wygląda profesjonalna otoczka największych turniejów i zrozumieli, że warto trenować jeszcze mocniej, by występować w nich regularnie. To nie tylko nowe piłki na każdym treningu, świetna opieka i dobre hotele, ale przede wszystkim udział w rywalizacji na najwyższym możliwym poziomie.

Dla tak młodych tenisistów to brzmi fascynująco!
Tak, to była nagroda dla nich, ich prywatnych trenerów oraz rodziców. Każdy z tych zawodników gra w tenisa od co najmniej dziesięciu lat i dopiero tutaj zobaczyli, jak naprawdę wygląda tenis na najwyższym poziomie. Korzystali z tych samych szatni i siłowni co najlepsi – Alcaraz, Djokovic czy Sinner. Byli w tych samych miejscach. Dla wielu tenisistów to doświadczenie, którego nigdy nie będą mieli okazji przeżyć.
Trudno sobie wyobrazić, jak wygląda Wielki Szlem „od środka”?
Tego nie da się wyobrazić – trzeba tam być i na to zapracować. Wszyscy oni ciężko pracowali w 2025 roku, jeździli po turniejach, zdobywali punkty rankingowe, które pozwoliły im zagrać w Melbourne. Każdy z nich musiał pokonać własne słabości. Wszyscy zgodnie mówili, że było to najlepsze tenisowe doświadczenie w ich życiu. Tego po prostu nie da się opisać – to trzeba przeżyć.
Czy docenili okazję występów w największych turniejach?
Zdecydowanie. Zobaczyli, jak wygląda poważny tenis – od treningów i rozgrzewek, po grę na największych kortach. Aleksander Błuś zagrał debla na 1573 Arena, jednym z najważniejszych kortów w Melbourne. Do tej pory było to dla nich abstrakcyjne marzenie znane tylko z telewizji. Nawet ci, którzy nie zakwalifikowali się do turnieju głównego, mieli możliwość trenować na głównym obiekcie. To było dla nich ogromne przeżycie – trenować obok zawodników ATP i WTA, być „w środku” tego świata. Dzięki temu wiedzą już, na czym muszą się skupić w najbliższej przyszłości.
Jak wygląda ten „poważny” tenis?
Zobaczyli, jak wyglądają treningi, praca na siłowni i podejście do zawodu tenisisty. Jak wcześnie zawodnicy pojawiają się na obiekcie w dniu meczu i jak niemal od razu po spotkaniu wracają do pracy – na siłowni lub na korcie. Widzieli np. Jessicę Pegulę, która zaledwie dziesięć minut po wygranym meczu z Anisimową trenowała serwis, bo nie był on idealny. Kiedy młodzi to widzą, nikt nie musi im nic tłumaczyć – wiedzą, że tak właśnie wygląda profesjonalizm.
To było dla nich inne doświadczenie?
Zdecydowanie. U nas niewielu zawodników tak pracuje, a tam najlepsi pracują najciężej. Juniorzy mogli też obserwować Igę Świątek i Jana Zielińskiego. Dla mnie, jako trenera, doświadczenie jest ważniejsze niż sam wynik – ono z pewnością zaprocentuje w niedalekiej przyszłości. Wracają do Polski z ogromnym bagażem doświadczeń i niemal od razu ruszają na kolejne turnieje, by walczyć o następne punkty.

Co najbardziej ich zaskoczyło?
Wyobraź sobie, że trenują na siłowni, a obok nich pojawia się Jannik Sinner. To były niezwykłe emocje – trenować obok najlepszych z najlepszych. Nawet w zawodowym tenisie nie zawsze ma się okazję być tak blisko światowej czołówki. Widząc to, zrozumieli, ile znaczy dodatkowa praca i jak bardzo chcą należeć do profesjonalnego świata tenisa.
Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia z Twoimi zawodnikami w Paryżu oraz na Wimbledonie.
Rozmawiał: Peter Figura
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.