Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Z Konradem Kolbuszem o sukcesach i wyzwaniach Alana Ważnego

Rozmowy
03 września 2025

Ostatni tegoroczny turniej wielkoszlemowy, US Open wkracza w decydującą fazę. Ale oprócz rozgrywek, w których obserwujemy Igę Świątek i Jana Zielińskiego, w turnieju tym startuje nasz najlepszy junior, Alan Ważny, który klasyfikowany jest obecnie na 13 miejscu na świecie. Jego najważniejszym sukcesem są zwycięstwa w Wimbledonie i Roland Garros w deblu z jego duńskim partnerem Oskarim Paldaniusem.

Po Wimbledonie, a przed wyjazdem do Nowego Jorku, udało nam się porozmawiać z trenerem naszego młodego zawodnika, Konradem Kolbuszem.

Jak czuje się trener jednego z czołowych juniorów na świecie, dwukrotnego mistrza turniejów wielkoszlemowych, w tym Wimbledonu?

To fantastyczne uczucie. Zabrało mi trochę czasu, żeby oswoić się z myślą, że mój zawodnik wygrał Wimbledon. Gdyby ktoś, jeszcze rok temu, powiedział mi, że Alan będzie na Wimbledonie w ćwierćfinale singla i że wygra turniej deblowy, to nie uwierzyłbym. To niesamowite uczucie, ale to jest też nagroda za ciężką pracę, za wiele lat wyrzeczeń I poświęceń, ale przede wszystkim za wiarę w zawodników, z którymi pracowałem w przeszłości oraz  z tym, z którym pracuje teraz, Alanem Ważnym.

Teraz zbliżacie się do końca juniorskiej kariery Alana, a on sam zaczął już występować w turniejach seniorskich. Jak widzisz to przejście? Jakie będą następne kroki w jego karierze a przede wszystkim jak się do tego przygotowujecie?

Hmm, dość trudno o tym mówić. To przejście z juniorów do seniorów jest bardzo trudne i  wszyscy tak to widzą. Mieliśmy wielu fantastycznych juniorów w ostatnich kilkunastu latach, ale ich juniorskie wyniki nie znalazły odzwierciedlenia, kiedy przeszli do kategorii seniorów. To zresztą nie jest sytuacja, z którą mamy do czynienia tylko w Polsce.

A co w tym przejściu jest najtrudniejsze?

Konkurencja jest znacznie większa. O wiele trudniej jest tam wygrywać. Myślę też, że jest wiele czynników, które mają wpływ na to jak potoczy się kariera. Wśród nich ważne są także czynniki finansowe. Dam Ci przykład, kiedy kilka lat temu w finale juniorskiego turnieju Rolanda Garrosa grał Felix Auger Aliassime z Kanady  jego przeciwnikiem był Francuz Geoffrey Blancaneaux. Francuz wygrał. A teraz po kilku latach od tego meczu Felix jest w pierwszej trzydziestce na świecie (choć był już #6) a Geoffrey najwyżej notowany był na miejscu 134.

A inne powody?

Na pewno doświadczenie. Kiedy przechodzisz do kategorii seniorów nagle grasz z tymi, którzy grają w tych turniejach od wielu lat, mają na swoim koncie wiele turniejów i czasami setki rozegranych meczów. A kiedy zaczynasz praktycznie od początku musisz przebijać się, i to mocno, aby poprawić lokatę w ranking, aby nie stać w miejscu. Chodzi też i o to, czy młodemu zawodnikowi wystarczy determinacji, woli walki i woli zwycięstwa. Tego charakteru, który spowoduje, że odniesie on sukces. Ciężko jest to przewidzieć. Chcemy to wszystko w tym młodym zawodniku jakby wyzwalać oraz mobilizować go do tego. I myślę, że nie ma takiej jednoznacznej recepty jak przygotować się do tego, aby grać zawodowy tenis. Ja myślę, że po prostu trzeba grać i „ogrywać się” z tymi najlepszymi. Trzeba grać turnieje jak najwyższej rangi. To według mnie jest recepta na sukces. Doświadczenie zdobyte w tych turniejach jest niezwykle ważne. Jak mówiłem, najważniejsze żeby nie utknąć w miejscu.

A jak radzicie sobie z oczekiwaniami w postępach w karierze Alana?

Ja myślę, że to też wymaga pracy. Jak radzić sobie z tym elementem gry – oczekiwaniami sukcesu. W moim przypadku było tak, że miałem duże oczekiwania przed tegorocznym Australian Open, bo Alan grał dobrze w turniejach juniorskich w Australii, tak w singlu jak i deblu. Byłem bardzo pozytywnie nastawiony, że Alan i Oskari będą mieli super turniej. No i myślę sobie, że te oczekiwania i moje i Alana znacznie nas przerosły. To też był pierwszy turniej dla Alana w wielkim szlemie. Z całą pewnością to też było powodem, że turniej zakończyliśmy na pierwszej rundzie, tak w singlu jak i w deblu.

Jak sobie z tym niepowodzeniem poradziliście?

Zdaliśmy sobie sprawę, że oczekiwania nas przerosły i że niestety trzeba pożegnać się z turniejem, ale obiecaliśmy sobie (tak w głowie) że chcemy tutaj obaj wrócić. Alan jako zawodnik a ja jako trener. Następnym turniejem wielkoszlemowym był Roland Garros. Ja pojechałem bez oczekiwań, ale czułem, że Alan stawiał na to, aby w końcu wygrać mecz singlowy. Niestety też sie nie udało. Myślę, że presja, jego ambicja też były tutaj powodem niepowodzenia. Ale uwaqżam również, że wtedy to wewnętrzne napięcie odeszło i Alan, który ponownie grał debla w parze z Oskarim zagrali koncertowy turniej. Jako para pokazali super poziom i wyglądało to tak, jakby nie dawali przeciwnikom większych szans.

Czasu na świętowanie nie było chyba zbyt wiele, bo trzeba było się przygotować do Wimbledonu.

Tak, tym bardziej, że Alan nie miał doświadczenia z grą na kortach trawiastych. Trenowaliśmy przez kilka dni w Michałówku, dzięki pomocy PZT oraz trenera Benjamina Budziaka. Alan dobrze się czuł poznając trawę i zagraliśmy jeszcze jeden turniej przed Wimbledonem. Alan co prawda przegrał w singlu, ale miał okazję trenować z najlepszymi. To przyniosło wyniki. W singlu dotarł do ćwierćfinału, pokonując po drodze rozstawionego z numerem 2 Jacopo Vasamima z Włoch, po bardzo zaciętym meczu, ale po naprawdę super grze. No i to zwycięstwo w deblu. Alan i Oskari potwierdzili jak dobrą są parą i jak świetnie się ze sobą kontaktują.

No właśnie, skąd ta fantastyczna komunikacja pomiędzy nimi?

W deblu komunikacja jest bardzo ważna, a oni pokazują jak dobrą są parą, zwłaszcza jak świetnie się ze sobą kontaktują. Zależało nam na tym. Bardzo się staramy, aby oni poza kortem też byli ze sobą w kontakcie. Na turniejach wiele czasu poza kortem spędzamy razem jako team i to bardzo fajnie przekłada się na to jak komunikują się ze sobą podczas meczów, bo zawsze mają w sobie wsparcie. To że wygrali 10 meczów pod rząd w turniejach wielkoszlemowych, na dwóch różnych nawierzchniach a także, że wygrali dwa turnieje wielkiego szlema jest tego dowodem. Zwycięstwa, które pozostaną z nimi na zawsze.

A jak zaczęła się Twoja praca z juniorami i z Alanem?

W Rzeszowie nigdy nie było wielkich tradycji tenisowych. Studiowałem na AWF w Krakowie, a po ukończeniu studiów w 2002 wróciłem do Rzeszowa. Wtedy zrobiłem pierwsze uprawnienia trenerskie w tenisie i zacząłem pracować z zawodnikami starając się, żeby osiągali jak najlepszy poziom. Chodziło mi o to, aby zawsze robić coś więcej z nimi na korcie, żeby to nie była taka tradycyjna szkółka tenisowa. Udało mi się z kolegą to, że prowadziliśmy klub tenisowy i mogę tylko i wyłącznie pracować z wyczynowymi tenisistami. A od 8 lat mamy spore sukcesy m.in. wygrywając  medale na Mistrzostwach Polski w każdej kategorii wiekowej. Z Alanem zacząłem pracować, kiedy miał 13 lat. Mamy więc za sobą 5 lat wspólnej pracy, są też sukcesy. Ale ja zawsze patrzyłem i patrzę w przyszłość, bo nie możemy się zatrzymać na tym, że wygraliśmy turniej lub dwa. Oczywiście, że świętowanie zwycięstwa na Wimbledonie to super wydarzenie, a bycie na kolacji mistrzów to super przeżycie, ale to tylko jeden wieczór i kilka godzin w naprawdę fantastycznym towarzystwie. My musimy myśleć, gdzie będziemy za rok o tej porze.

Obserwując Ciebie i Alana podczas turniejów ma się wrażenie, że jesteście bardzo dobrym teamem. I jeśli tak jest, to co decyduje o tym, że jest takie fantastyczne porozumienie, komunikacja i zaufanie do siebie? Przecież nie jest tak, że ty rzucasz mu piłki i mówisz uderz tak lub tak. To musi być coś wiecej.

Tak, myślę, że jesteśmy bardzo dobrym teamem. Sądzę, że moja wiedza pedagogiczna bardzo w tym pomaga i ma wpływ na to, w jaki sposób postrzegamy siebie nawzajem. Staramy się doskonalić i rozwijać naszą wiedzę. Od prawie 3 lat pracuje z nami psycholog Paweł Frelik, który wnosi wiele fantastycznych rzeczy do naszej pracy, a ja czerpię garściami z tego, co on robi i mi przekazuje. Mamy też treningi ogólnorozwojowe z trenerem, Arturem Płonką, który pracuje nad motoryką. Mamy fizjo. Pracuje też z nami Beniamin Budziak z kadry PZT. Staramy się być taką ścisłą grupą, która wszystko robi dla Alana.

Jak praca tylu osób wygląda w praktyce?

Myślę, że bardzo dobrze. To są wspólne wyjazdy, dziesiątki godzin przepracowanych i przegadanych. Ale trzeba podkreślić, że są to i te dobre sytuacje, kiedy jedziemy na turniej i wygrywamy, a później wspólnie się z tego cieszymy, ale jesteśmy też razem, kiedy przegrywamy. I to jest ważne, a może nawet ważniejsze. Tłumaczę Alanowi, że jeśli przegrywamy w turnieju, to nie tylko jest to jego porażka ale i moja trenerska, bo jego porażka na korcie jest moją porażką na trybunach. Staram się zrozumieć go, ale myślę, że i on stara się patrzeć na wszystko z tej drugiej strony, że cieszymy sie razem, że cierpimy razem. Myślę, że to zaufanie, które mamy do siebie i to ile przeszliśmy razem przez te 5 lat pracy powoduje, że jestesmy dobrze zgranym teamem. I oby tak pozostało jak najdłużej.

Czy w Twojej karierze trenerskiej był ktoś, kto byl dla Ciebie wzorem?

Obserwuje różnych trenerów, także moich kolegów, ale nigdy nie wzorowałem się na nikim, bo nawet na kursach czy szkoleniach nikt nie poda Ci recepty jak wychować mistrza. To jest nasz indywidualny bagaż doświadczeń, które gromadzimy i które staramy się przekazać naszemu zawodnikowi, starając się jednoczesnie do niego dotrzeć. Uwazam, że taka właśnie indywidualna ścieżka jest tą drogą która działa. Indywidualizacja sportu jakim jest tenis powoduje również indywidualizację i sposób pracy trenerów. Każdy pracuje inaczej. Nasz przykład to pokazuje. Udało nam się wygrać Wimbledon nie wzorując się na sukcesach innych. Wszystko to przeszliśmy razem, a teraz naszym celem jest zakończyć 2025 w pierwszej dziesiątce  swiatowegu rankingu juniorów.

Z Twojego punktu widzenia, trenera pracującego z juniorami, co decyduje o tym, że ktoś taki jak Alan odnosi sukcesy i że dobrze Wam się pracuje. Ktoś, kto patrzy na to z boku, widzi dwóch obcych sobie mężczyzn, którzy pewnego dnia zaczęli pracować razem i odnoszą sukcesy.

Myślę, że Alan ma bardzo dużo cech fizycznych, które powodują, że jego technika gry i sposób poruszania się na korcie są bardzo swobodne. Takie luźne i bardzo naturalne wyglądające jakby nie wymagały one żadnego wysiłku. Ale jest to też młody chłopak, który jest bardzo, ale to bardzo ambitny. Może on tego tak nie pokazuje na zewnątrz, ale ja to widzę w naszych rozmowach i w jego zachowaniu. Widzę jego dążenie do perfekcjonizmu i to nie tylko tenisowego. U niego wszystko musi być takie i powiem żem to też wymusza u mnie pewne dążenie do tego, aby mu w tym pomóc. To wcale nie znaczy, że jesteśmy we wszystkim zgodni. Wiele razy się spieramy. Ale myślę, że ta ambicja, to dążenie do perfekcjonizmu i fakt, że on ten tenis tak kocha, że trudno, aby cokolwiek innego miało mu to zastąpić. Od samego początku naszej pracy idziemy do przodu i osiągamy cele, które sobie wyznaczamy. Widzę również, że Alan marzeniami i planami już wybiega w przyszłość, że chce osiągać jeszcze większe sukcesy. To dążenie do osiągnięcia sukcesów jest tym wyznacznikiem, że on się tak rozwija i tak idzie do przodu.

Powodzenia!

Tekst i zdjęcia: Piotr Figura


Dodaj komentarz