W listopadzie będziemy mieli przyjemność gościć ich w Kalifornii na dwóch koncertach szant. Wcześniej w tym roku zagrali trasę po Polsce (Kraków, Wrocław, Warszawa, Mazury, Gdynia), a w październiku wystąpili w Kanadzie i w Chicago, na czternastym już spotkaniu szantowym organizowanym przez Polish Yacht Club Chicago oraz Joseph Conrad Yacht Club, który w tym roku dołączył do organizatorów.
Chicagowski „Dziennik Związkowy” nazwał wtedy Arka nieformalnym ambasadorem polskich szant za oceanem. O muzycznej przygodzie duetu, życiu na emigracji i nadchodzących koncertach z Arkiem Wlizło rozmawia Aleksandra Karwasiecka.
Pracowaliśmy już wcześniej razem przy innych projektach. Tak samo wyszło wspólne granie piosenek żeglarskich. A połączyły nas osobowości, które pozwalają odkrywać radość ze wspólnej pracy.

Wiele osób śpiewa szanty, choć nigdy nie było na morzu. To muzyka, która inspiruje. Sztormy, które przeżyłem, wzbogaciły mnie o doświadczenie i pokorę wobec żywiołu. Ale w sztormie nie ma nic pięknego, czym chciałbym się dzielić. Raczej przestrzegam.
Opłynięcie Przylądka Horn jest dla mnie ogromnym i bardzo ważnym osiągnięciem żeglarskim. Zmieniło wiele w postrzeganiu moich priorytetów. Znalazłem się tam w sytuacji, w której ważne było tylko przeżyć… I wciąż to właśnie jest najważniejsze – jak również to, z kim i gdzie.
Inspiracją do osiągania celów, do pracy. Wolność sama nie przyjdzie, a tym bardziej nie zostanie na zawsze.

Od kilku lat więcej koncertuję w Polsce albo na morzu, więc często latam właśnie z powodu grania. To praca, którą uwielbiam, także dlatego, że daje mi bliskość z krajem i z ludźmi w Polsce.
Polska nie ma tak bogatych tradycji morskich jak Ameryka, dlatego od lat tłumaczymy wiele szant na polski. Coraz więcej jednak naszej twórczości pojawia się w tłumaczeniach, między innymi na angielski. A muzyka sama w sobie jest językiem, którego nie trzeba tłumaczyć.
Z Markiem zagrałem kilkanaście koncertów i mieliśmy kilka wspólnych wyjazdów. Piękne jest to, że umiemy się tym cieszyć i jesteśmy dobrze zgrani. A gawędziarz? Gdy są słuchacze, możemy opowiadać, a ja to uwielbiam. Marek mnie powstrzymuje! (śmiech)
Czuję ogromną wagę i znaczenie tego historycznego miejsca. Czy wyjdziemy z tarczą, czy na tarczy, tego nie wiem. Ale wyzwanie jest cudowne.
Dla nas ogromne znaczenie ma kontakt z publicznością. To klimat, który powstaje w czasie koncertu, tworzy repertuar. Do końca nie będę wiedział, co zagramy, ale mamy z czego wybierać.

To musiałby być ogromny wycieczkowiec, a tam, wiadomo, kiepsko buduje się fajny klimat. Zaczęlibyśmy pewnie od czegoś, co wszyscy znają. Byle nie od „Sto lat”! (śmiech)
Pytanie z tezą… Ja już jestem wszędzie i nigdzie.
Z doświadczenia – a to już prawie trzydzieści lat – i z pracy w radiu oraz na scenie wiem, że prawdziwego obrazu tego, kim jesteśmy, nie nakreśli jeden wywiad, ale dopiero całość: rozmowy, wywiady, a przede wszystkim koncerty. To, co gramy, jest wysublimowane i niszowe, ale takie ma być. Liczę, że znajdziemy u Was fajnych odbiorców na tę wspólną muzyczną „żeglugę”.
„Shanty on USS Hornet”
Piątek, 20 listopada, godz. 19:00
USS Hornet
707 W Hornet Ave, Pier 3, Alameda
Polska i amerykańska muzyka żeglarska
Część dochodu wesprze USS Hornet Museum.
Bilety: https://bit.ly/HornetShanties2026
„Szanty w San Jose”
Sobota, 21 listopada, godz. 19:00
Misja Św. Brata Alberta
10250 Clayton Rd, San Jose
Polska muzyka żeglarska
Część dochodu wesprze Polską Szkołę Sobotnią
Bilety: https://bit.ly/Szanty_SJ
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.