Poznaliście się w 2009 roku. Jak wyglądały Wasze pierwsze randki – czy już wtedy w tle pojawiał się maluch?
Zaczęło się tradycyjnie od spotkań u znajomych, poznawania siebie nawzajem, pikników w niedziele na znanym wszystkim Polonusom Cumberland… stare dobre czasy. Maluchów w Chicago wtedy jeszcze nie było wiele, ale za każdym razem jak widziałem to autko (tak, przy samochodach amerykańskich Fiat 126p to autko) wiedziałem, że kiedyś będę miał swojego malucha. I tak się szczęśliwie złożyło, że kilka lat później udało mi się kupić Fiacika 126p tutaj w Stanach.
Czy Sylwia od razu „złapała bakcyla”, czy trzeba ją było przekonać do tej miłości do fiacików?
Ciężko to dziś powiedzieć, ale od samego początku, przez wszystkie lata naszej znajomości samochody, motocykle czy quady były moją pasją.

W momencie, kiedy kupiłem pierwszego maluszka i wybraliśmy się na przejażdżkę na pewno była zadowolona. To była taka sentymentalna podróż w przeszłość. Przecież w Polsce każdy miał malucha lub znał kogoś kto go miał. Po prostu maluch to był samochód jaki pamiętaliśmy z naszego dzieciństwa. A kiedy namówiłem ją, aby usiadła za kierownicą okazało się, że całkiem nieźle jej idzie prowadzenie.
Co zmieniło się w Waszym życiu po ślubie w 2013 roku?
To była nasza wspólna decyzja, więc ślub niewiele zmienił w naszym życiu.

Jak w każdym związku mieliśmy wzloty i upadki, gorsze i lepsze dni, ale dzięki wzajemnemu wsparciu, zrozumieniu i pasji mamy nadzieję, że nadal będzie więcej tych lepszych chwil. Dopiero pojawienie się na świecie naszej pociechy były taką zmianą.
Właśnie jak narodziny Julci w 2019 roku wpłynęły na Waszą pasję ale też i codzienność?
Narodziny naszej córki spowodowały kilka zmian. Po pierwsze to nie były już wyjazdy samodzielne lub we dwójkę, ale rodzinne, a po drugie pojawiła się też taka nadzieja, że ktoś będzie kontynuował naszą pasję do motoryzacji i polskich samochodów.

Pierwsze rodzinne wyprawy nie były łatwe. Takie samochody jak maluch, polonez czy żuk niestety nie są nowoczesnymi autami z klimatyzacją i innymi udogodnieniami, ale daliśmy radę i kiedy nasza Julcia podrosła całymi dniami kręciła się wokół samochodów, w garażu czekając aż wrócę z pracy, żeby pojechać na przejażdżkę. I tak te niedzielne wycieczki zamieniły się w pierwszy rajd samochodowy dookoła jeziora Michigan – 4 dni jazdy polonezem z czterolatką, która uważała to za najlepszą przygodę. W następnym roku była wycieczka do Kalifornii maluchami z Klubem Auta PRL Chicago i ogromna radość pięciolatki, która po prostu była zachwycona prędkością na kalifornijskich „hajłejach”.

Mariusz – podobno pierwszy Fiat 126p kupiłeś mając zaledwie 12–13 lat za własnoręcznie zarobione pieniądze. Nadal pamiętasz moment zakupu?
To było około 2002-2004. Pracowałem wtedy w wakacje pomagając przy przewozie promowym z kapitanem Mariuszem (którego bardzo serdecznie pozdrawiam). I nagle nadarzyła się okazja, od słowa do słowa, dowiedziałem się, że jest maluch do sprzedania za 70 zł. Niewiele myśląc, z kasą w kieszeni postanowiłem stać się właścicielem malucha. Przetransportowaliśmy go do domu i zaczęła się zabawa. Jeździliśmy ze znajomymi do wyczerpania baku z paliwem. Oj to były świetne czasy.
70 zł za malucha? Brzmi niewiarygodnie?
Dziś, owszem możesz zapłacić 70 zł za malucha ale zabawkę. Ponad 20 lat temu te samochody nie były popularne i pożądane, nie uważano je też za samochody kolekcjonerskie, więc ceny także były niskie. Od tego czasu dużo się zmieniło. Obecnie za Fiata 126 p tutaj, w Stanach trzeba zapłacić około 10 tysięcy dolarów lub więcej.
Teraz macie dwa Fiaty 126p – jeden Sylwii, drugi Mariusza. Czym się różnią? Który z nich jest bardziej „rozpieszczany”?
Mamy dwa fiaciki. Ten należący do mnie to Zielony Groszek. Jeżdżę nim prawie 5 lat. Uwielbiam go, to moje oczko w głowie, dlatego okazjonalnie wyjeżdżamy nim w weekendy, na pikniki lub zloty. Moja żona Sylwia stwierdziła, że też chce mieć swojego malucha, a że jestem dobrym mężem, nie musiała długo czekać i po kilku miesiącach poszukiwać sprowadziłem jej Czerwoną Strzałę do Stanów.

Jej maluch jest tym reprezentacyjnym autem, którym wyjeżdżamy w niedzielne słoneczne dni, na rodzinną przejażdżkę lub do pobliskiej lodziarni. Na pierwszy rzut oka oba samochody są takie same i różni je tylko kolor i rok produkcji, ale znawcy motoryzacji wiedzą, że różnic jest wiele i długo by o nich opowiadać.

Rok temu przejechaliście maluchem trasę z San Francisco do Los Angeles. Jak Fiat 126p poradził sobie na kalifornijskich drogach i autostradach?
Tak, dokładnie rok temu byliśmy na wielkiej, drugiej już, wyprawie maluchów organizowanej przez Klub Auta PRL Chicago. Jechaliśmy z San Francisco do Los Angeles i nasz maluszek spisał się na medal! Zapakowany po sam dach, pełno części zamiennych w bagażniku, bagaże na dachu oraz w środku 3 osoby. Dawał radę nawet pod największe góry! Co prawda prędkości nie były zawrotne, ale powoli stałym tempem dojechaliśmy w każdy zamierzony cel! Nawet pod słynny znak Hollywood, gdzie akurat spotkała nas mała awaria, dosłownie przed samym znakiem musiałem na ulicy naprawiać usterkę, ale udało się szybko z nią uporać i pojechaliśmy dalej. Wyprawa była nieziemska!!!


Czy taka wyprawa bardziej zbliża ludzi, czy czasem wystawia cierpliwość na próbę?
Wielu rad nie mamy, bo sami zdobywamy nowe doświadczenia każdego dnia, ale jeżeli łączy Was miłość i pasja to na pewno umacnia, nie dzieli. Poza tym taka wyprawa to świetny sprawdzian dla całej rodziny, tego jak współdziałamy, jak wszystko planujemy.

Jak Wasza córka odnajduje się w takich długich podróżach – też lubi wyprawy maluszkiem?
O tak, ona je uwielbia. Całe tylne siedzenie w Zielonym Groszku jest dla niej, to jej królestwo.

Jak jest zmęczona to zawsze może sobie uciąć drzemkę, a jak ogląda mijane widoki to może swobodnie oglądać to co dzieje się wokół nas.
W tym roku Walentynki spędzacie na zlocie Maluchów w Las Vegas. Czyli święto miłości pod szyldem motoryzacyjnym?
Tak już niebawem wybieramy się w kolejną, trzecią wyprawę maluchów do Las Vegas z Klubem Auta PRL Chicago. Nasze poczynania będziecie mogli śledzić na stronie Facebook Auta PRL Chicago lub w mediach społecznościowych znanego Wam dobrze naszego przyjaciela Youtubera Krzysztofa Jarzyny.
Oczywiście serdecznie polecam śledzenie naszych poczynań. A wracając do miejsca. Las Vegas to idealne tło dla klasycznej motoryzacji – trochę show, trochę adrenaliny i dużo dobrej energii i pasji.
Jaką radę dalibyście parom, które chcą łączyć miłość z wspólną pasją?
Wiele rad dla Par nie mamy bo sami nabieramy nowych doświadczeń z dnia na dzień ale Jeżeli Dwoje osób Połączyła miłość pasja powinno to tylko umacniać a nie podzielać.

Czego życzyć Wam na przyszłość?
Czego życzyć Wam na przyszłość? Wszystkim miłośnikom motoryzacji i polskich samochodów życzę radości i zadowolenia ze swojej pasji. Nawet jeżeli dzielicie pasję z bliską osobą pamiętajcie, by dać sobie przestrzeń na własne doświadczenia. Nieskończonej ilości kilometrów przebytych Waszymi ulubionymi samochodami. A sobie życzę kolejnego malucha, tym razem białego.
Dziękujemy za rozmowę.
Dziękuję i pozdrawiam miłośników motoryzacji a w szczególności członków i sympatyków Klubu Auta PRL Chicago. Do zobaczenia podczas naszych relacji z wyprawy do Las Vegas!
Zdęcia: Archiwum rodzinne
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.