Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Mateusz Gołowczyc na pełnym gazie. Jak narodził się rajdowy Szerszeń

Rozmowy
17 grudnia 2025

Poznajcie Mateusza Gołowczyca — kierowcę rajdowego, dla którego prędkość, adrenalina i zapach benzyny od najmłodszych lat były czymś więcej niż tylko fascynacją.

Choć wtedy jeszcze nie wiedział, że staną się one ważną częścią jego życia, dziś konsekwentnie buduje swoją rajdową drogę. Od dziecięcych inspiracji i nocnych zakupów samochodu, przez setki kilometrów pokonanych po części, aż po starty na odcinkach specjalnych. Razem z rodziną i przyjaciółmi stworzył „Szerszenia” — samochód, który nie tylko jeździ, ale opowiada historię determinacji, nauki na błędach i prawdziwej miłości do motorsportu. To opowieść o rajdach bez wielkiego budżetu, za to z ogromnym sercem i niegasnącą potrzebą przekraczania własnych granic.

W którym momencie prędkość i adrenalina stały się Twoją pasją? Od czego wszystko się zaczęło?

Same rajdy stały się częścią mojego życia od momentu, gdy Krzysztof Hołowczyc zaczął być coraz bardziej rozpoznawalny. Jego pierwszy tytuł Mistrza Polski w 1995 roku i ja — 9-latek, który nie wiedział jeszcze do końca, o co w tym wszystkim chodzi. Ale z upływem czasu, gdy widziałem reakcje — uśmiechy i „o, jak ten rajdowiec!” — po odpowiedzi na pytanie o moje nazwisko, coś zaczęło się zmieniać. Co ciekawe, z takimi reakcjami spotykam się do dziś 😊.

Pierwsze „jazdy” zaliczałem jako gimnazjalista na komputerze, w grze Need for Speed: Underground. Tata do dziś się śmieje, że „jak Mati jeździł, to na zakrętach spadał z fotela”. Koniecznie muszę wspomnieć, że moje pierwsze auto w tej grze to Peugeot 206 — w takiej samej kolorystyce jak samochód, który później kupiliśmy.

Jeżeli jednak chodzi o same początki, to pewnie powinienem wrócić do dzieciństwa, kiedy jeździło się u taty na kolanach, trzymając razem z nim kierownicę. Później, jako nastolatek, po zrobieniu prawa jazdy, nie było po prostu budżetu, aby pozwolić sobie na zakup auta do przeróbek. W trakcie studiów zaocznych, rozpoczynając pracę w branży motoryzacyjnej, miałem możliwość udziału w spotkaniach organizowanych przez naszych Partnerów Handlowych — na torach w Polsce i za granicą. Mogliśmy tam nie tylko ścigać się „wypasionymi autami” pod okiem profesjonalnych kierowców, ale też chłonąć wiedzę teoretyczną i praktyczną dotyczącą prowadzenia auta w różnych sytuacjach.

Z kolei moje początki jako dorosłego kierowcy to zapewne pierwsza wspólna zabawa na Track Day’u organizowanym przez AutomobilKlub Suwałki w styczniu 2024 roku. Wziąłem wtedy swoją Skodę RS, którą jeżdżę na co dzień, i wraz z Igorem — moim synem — pojechaliśmy na tor w Suwałkach, żeby się „pobawić”. Finalnie zajęliśmy wysokie miejsce w przejeździe czasowym jak na pierwszy raz. Wtedy zaczęliśmy rozglądać się za samochodem, przy którym moglibyśmy pomajsterkować i zrobić sobie „autko do zabawy”. Tak padło na Peugeota — świetny samochód dla nowicjuszy z małym budżetem, seria 136 KM.

Kupiliśmy go o 1:20 w nocy. Pojechaliśmy po niego 600 km, ale nic nie równało się przyjemności usłyszenia polecenia: „Dobra, Kamil, chociaż go odpal!”.

I choć nie mieliśmy pojęcia, czy to dobra inwestycja i czy samochód w ogóle jeździ, ważne było, że ładnie „buczy” i że to początek wielkiej przygody 😊 .

Dlaczego postawiłeś na Peugeota z silnikiem Citroëna C4 VTS w wersji Loeb? Jakie zmiany musiały zostać wprowadzone, by samochód był w pełni gotowy do rajdowej rywalizacji?

Pracy było mnóstwo — to fakt. Najważniejsze jednak było to, że nigdy, od samego początku, nie wątpiliśmy w sens tego, co robimy. Co ciekawe, założenie było zupełnie inne, ale jak zwykle los skorygował nasze plany.

Rok 2024 był pełen „atrakcji”. Podczas startów nasza „mechaniczna pomarańcza” ciągle się psuła — coś zawodziło: raz urwały się linki gazu, innym razem pękły wybieraki. Pamiętny Rajd Suwalski, podczas którego wyrwałem drążek zmiany biegów. Wtedy mój kumpel z pracy i pilot w jednej osobie — Daniel Kardel — pomagał mi między odcinkami naprawiać ten drążek. Pamiętam, jak staliśmy przed startem i nagle zauważyłem, że samochód ma za wysoką temperaturę cieczy. Na zewnątrz było około 30+ stopni, a my musieliśmy szybko schłodzić auto, ogrzewanie na full, aby nie zagotować silnika. Możecie sobie wyobrazić, co się wtedy działo w środku.

Po rajdzie w listopadzie podjęliśmy decyzję, że musimy coś zmienić, aby uniknąć takich wpadek i w kolejnym roku walczyć przynajmniej o miejsca w pierwszej piątce, a nie kończyć na szarym końcu. W grudniu, razem z Danielem i Igorem, zaplanowaliśmy remont silnika. Wyciągnęliśmy cały motor. Plan był taki: zmienić kolektory wydechowy i dolotowy, wstawić większą przepustnicę, odchudzić koło zamachowe, obić tarczę kev­larem, kupić krótszą skrzynię biegów. Chcieliśmy też zrobić gruntowny przegląd auta i wyeliminować wszystko, co mogłoby się „posypać”.

Wszystko szło w dobrym kierunku, aż poznałem sprzedawcę — dziś już dobrego kumpla — Karola, od którego kupiłem kilka części. Od słowa do słowa okazało się, że w miejscu, gdzie pracuje, w wolnej chwili stoi Citroën, a właściciel chętnie by go sprzedał, bo nie ma czasu na remont.

Silnik był montażowo 1:1 (uszkodzona uszczelka pod głowicą), skrzynia seryjna — dokładnie taka, jakiej szukaliśmy — i seryjna moc 177 KM. Po przeliczeniu kosztów naszej naprawy doszliśmy do wniosku, że kupujemy Citroëna. Oczywiście wiedzieliśmy, że nadal czeka nas sporo pracy.

Zapraszam na mój profil na Instagramie, który jest poświęcony „mechanicznemu Frankensteinowi”.

Czy przygotowania samochodu powierzyłeś specjalistom, czy sam zakasałeś rękawy?

Nieeee — jedynymi „specjalistami”, którzy brali bezpośredni udział w przygotowaniu Szerszenia, byliśmy ja i Daniel. Pomagali nam również mój Igorek oraz tata — złota rączka. Z czasem, gdy wśród znajomych rozeszła się wieść, że robimy fajny projekt, dostaliśmy wsparcie od przyjaciół i zaprzyjaźnionych firm, z którymi współpracuję na co dzień. Dzięki temu mogliśmy przyspieszyć prace.

Nie mogę zapomnieć o wsparciu merytorycznym — jeśli czegoś nie wiedzieliśmy, zgłaszaliśmy się do odpowiednich osób, np. elektryka, który pomagał nam rozwiązywać problemy napotkane podczas prac. Projekt obejmował bowiem nie tylko przełożenie silnika, ale również całej elektryki i wszystkich podzespołów.

Mając 15-letnie doświadczenie w branży motoryzacyjnej a dokładniej w sprzedaży opon, w jaki sposób wpłynęło ono na Twoją wiedzę oraz postrzeganie i przygotowanie samochodów rajdowych?

Miało i nadal ma bardzo duży wpływ. Każde spotkanie i rozmowa na temat rajdów, samochodów oraz ich przygotowania wzbogacały moją wiedzę i doświadczenie. Wspominałem wcześniej, że jeździłem fajnymi autami na torach, ale wejście indywidualnie w świat ścigania się — dodatkowo z niewielkim budżetem, za to z ogromnym zapałem i samowystarczalnością — całkowicie zmienia perspektywę.

Dlaczego? Bo gdy jedziesz Porsche albo Mercedesem za pół bańki o mocy 600 KM, w większości przypadków wspierają cię systemy kontrolujące jazdę. Natomiast przesiadając się do auta „pustego”, uczysz się prowadzenia od nowa. A gdy dołożysz do tego modyfikacje zwiększające prędkość, takie jak szpera czy inne przełożenia skrzyni, zabawa zaczyna się od początku.

Opowiedz o swoich pierwszych startach. Jaki był moment przełomowy, kiedy poczułeś, że „to jest to”? Jakie emocje towarzyszą Ci tuż przed startem odcinka?

Pierwszy start — Rajd Łap. Jazda po terenie zamkniętej cukrowni: płyty betonowe, wystające druty. Po pierwszym przejeździe wiele załóg rezygnowało, bo była to po prostu rzeźnia. My nie. Adrenalina przed startem — nie do opisania. Ryk silnika, moment startu… niesamowite emocje.

Dojechaliśmy do mety z urwanym tłumikiem, wylanymi amortyzatorami, pogiętymi felgami i uszkodzoną zawiechą po uderzeniu w krawężnik. Ale nie złamało to naszego ducha walki. Po powrocie do domu oszacowaliśmy straty i zaczęliśmy przygotowania do kolejnego startu — bo, jak powiedział kolega, to takie „never-ending story”.

Czy to był moment, kiedy poczułem, że „to jest to”? Taaaak! Zdecydowanie tak. Dla obserwatora wygląda to tak, że po prostu jeżdżę po torze czy odcinkach, ale w rzeczywistości to piorunująca dawka adrenaliny i emocji. Wielu moich znajomych przekonało się o tym, gdy podczas treningów „powoziłem” ich swoim autem — wysiadali na miękkich nogach.

Jaka była Twoja najtrudniejsza sytuacja na trasie i czego Cię nauczyła?

Rajdy nauczyły mnie przede wszystkim pokory. Jeśli uważasz, że potrafisz jeździć i jesteś świetnym kierowcą, prawdziwa weryfikacja następuje już na pierwszym zakręcie po starcie. Przyjmuję krytykę i wyciągam wnioski.

Muszę wspomnieć o moim rodzimym AutomobilKlubie Suwałki. Jego członkowie — począwszy od prezesa Marcina, przez kolegów klubowiczów — podpowiadali mi, co robić, jak zachować się w danej sytuacji i co poprawić, zarówno w samej jeździe, jak i w ustawieniach auta.

Wszystkie sytuacje na trasach — urwana zwrotnica, zaliczone krawężniki i znaki, wyrwana maska przy 130 km/h, płonące klocki hamulcowe — to kolejne lekcje.

Jak mówi znane powiedzenie: „trening czyni mistrza”. Dlatego mogę powiedzieć, że 2025 rok był dla nas bardzo dobry. Założenia i plany zostały zrealizowane, a auto zaczęło „podawać” tak, jak chcemy. Łącznik między kierownicą a siedzeniem w końcu zaczął współgrać z Szerszeniem.

Jak Twoja żona reaguje na Twoją pasję? Kibicuje czy częściej martwi się o bezpieczeństwo? A dzieci — złapały bakcyla?

Moja żona twierdzi, że jestem człowiekiem wielu pasji. Od najmłodszych lat grałem w piłkę, biegałem, mam kampera, przy którym spędziłem wiele godzin. Jeśli chodzi o wsparcie — otrzymuję je w 100% od żony i dzieci. Gdy tylko mogą, jeżdżą ze mną.

Mój syn jest pochłonięty motoryzacją. Jest na bieżąco z nowościami i nowinkami — czasem jestem wręcz w szoku, ile wie. Wystrój jego pokoju to modele Hot Wheels i Lego, z którego buduje własne projekty.

Jakie masz plany i cele rajdowe na nadchodzący rok?

Chcemy, aby rok 2026 przyniósł nam co najmniej tyle startów co 2025 (7 rajdów plus treningi — łącznie ponad 10 wydarzeń).

Przede wszystkim życzę nam wszystkim zdrowia, bo w dzisiejszych czasach to najważniejsze. Reszta przyjdzie sama.

Korzystając z okazji, chciałbym podziękować naszym rodzinom, kolegom i przyjaciołom za wsparcie i za to, że nigdy w nas nie zwątpili.

Zapraszam również na naszego Instagrama oraz na YouTube, gdzie możecie zobaczyć nasze poczynania przed i po przemianie.

Linki:
🔗 https://www.instagram.com/rajdowy_szerszen/
🔗 https://www.instagram.com/taniesciganie/
🔗 https://www.facebook.com/automobilklubsuwalki
🔗 https://www.facebook.com/TanieSciganieIC

Dziękujemy za rozmowę i podzielenie się swoją rajdową historią. Życzymy powodzenia w kolejnych startach, bezawaryjnych kilometrów i samych dobrych emocji na trasach.


Dodaj komentarz