Był to trzeci występ Lewandowskiego w nowym klubie, ale zarazem pierwszy przed kibicami na legendarnym Soldier Field w Chicago. Polak wykorzystał tę okazję w najlepszy możliwy sposób, zapewniając swojej drużynie niezwykle cenne trzy punkty.
Chicago Fire przystępowało do meczu po dwóch porażkach z rzędu po wznowieniu rozgrywek MLS po mundialu. „Strażacy” ulegli na wyjeździe Interowi Miami 2:3, a następnie New York City FC 1:3. W dwóch pierwszych występach Lewandowski nie wpisał się na listę strzelców – zagrał 63 minuty w debiucie, a w kolejnym spotkaniu pojawił się na boisku od początku drugiej połowy. Łącznie oddał trzy strzały, a jego współczynnik goli oczekiwanych (xG) wyniósł 0,52.
Dwa trafienia kapitana reprezentacji Polski nie tylko otworzyły jego konto bramkowe w MLS, ale również pozwoliły Chicago Fire przerwać serię porażek i odzyskać pewność siebie w walce o kolejne punkty.
Dla kibiców zgromadzonych na Soldier Field był to wyjątkowy wieczór. Fani po raz pierwszy mogli świętować gole jednego z najwybitniejszych napastników świata w barwach chicagowskiego klubu, a Lewandowski udowodnił, że jego aklimatyzacja w amerykańskiej lidze nabiera tempa.
Po pierwszych dwóch meczach bez zdobytej bramki wielu zastanawiało się, kiedy Polak otworzy swoje konto strzeleckie. Odpowiedź nadeszła szybko – i to w imponującym stylu. Jeśli utrzyma taką skuteczność, może stać się jednym z najważniejszych zawodników Chicago Fire w końcówce sezonu MLS.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.