Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Robert Lewandowski strzela w debiucie w Toronto! Szalony mecz Chicago Fire zakończony wynikiem 4:4

Sport
07 września 2026

Robert Lewandowski po raz pierwszy wybiegł na boisko w Toronto jako piłkarz Chicago Fire. I trudno było wyobrazić sobie bardziej widowiskowy debiut Polaka na BMO Field.

Foto: Peter Figura

Nie było zwycięstwa. Nie było też spokojnego meczu. Był za to futbol, który przez 90 minut wymykał się wszelkim scenariuszom. Toronto FC i Chicago Fire strzeliły po cztery gole, a gospodarze uratowali remis dopiero w doliczonym czasie gry.

Wynik 4:4 mówi właściwie wszystko — i jednocześnie niewiele.

Bo tego wieczoru w Toronto wydarzyło się naprawdę dużo.

Najważniejszym nazwiskiem na stadionie był oczywiście Robert Lewandowski. Polski napastnik, który jeszcze niedawno występował w Barcelonie, po raz pierwszy przyjechał do Toronto jako zawodnik Chicago Fire. Wcześniej zdążył już zdobyć cztery gole w MLS, a przed spotkaniem z Toronto miał na koncie również trafienie w poprzednim meczu z Seattle.

W Toronto dołożył kolejne.

Foto: Peter Figura

Zanim jednak Polak wpisał się na listę strzelców, na boisku działo się bardzo wiele. Chicago objęło prowadzenie już w 13. minucie po golu Marena Haile-Selassiego. Toronto odpowiedziało jednak w najlepszy możliwy sposób.

Wtedy rozpoczął się wielki wieczór Josha Sargenta.

Napastnik Toronto zdobył dwie bramki jeszcze przed przerwą, a po zmianie stron dołożył trzecią. Jego pierwszy w karierze hat-trick w MLS wydawał się prowadzić gospodarzy do zwycięstwa.

Chicago nie zamierzało jednak się poddać.

Foto: Peter Figura

Haile-Selassie zdobył swoją drugą bramkę, a po samobójczym trafieniu obrońcy Toronto na tablicy pojawił się wynik 3:3.

I wtedy nadeszła 63. minuta.

Robert Lewandowski.

Foto: Peter Figura

Polak znalazł się w odpowiednim miejscu przed bramką Toronto i zrobił to, co przez całą swoją karierę robił najlepiej — wykorzystał moment, w którym obrońcy zostawili mu choć odrobinę przestrzeni.

4:3 dla Chicago.

Foto: Peter Figura

Dla Lewandowskiego była to piąta bramka w MLS.

Właśnie dlatego jego pierwszy występ w Toronto miał szczególny charakter. Nie był to mecz, w którym Polak musiał samodzielnie ciągnąć cały zespół. Chicago miało swój plan, a Lewandowski był jednym z jego najważniejszych elementów. Kiedy pojawiła się okazja, był dokładnie tam, gdzie powinien.

Toronto jednak nie powiedziało ostatniego słowa.

W drugiej minucie doliczonego czasu gry Derrick Etienne Jr. doprowadził do wyrównania. BMO Field eksplodowało z radości, a szalony mecz zakończył się wynikiem 4:4. Toronto przedłużyło tym samym swoją serię spotkań bez porażki do sześciu.

Foto: Peter Figura

Osiem goli, hat-trick Sargenta, trafienie Lewandowskiego i dramatyczna końcówka.

Trudno było o lepszą reklamę MLS.

Dla Toronto był to wieczór straconej szansy na zwycięstwo, ale jednocześnie kolejny dowód charakteru zespołu, który potrafił wrócić do meczu w najtrudniejszym momencie. Dla Chicago — kolejny punkt w walce o miejsce w play-offach.

A dla polskich kibiców w Toronto był to przede wszystkim wieczór wyjątkowy.

Robert Lewandowski po raz pierwszy zagrał w tym mieście jako piłkarz Chicago Fire. I choć nie wyjechał z Toronto z trzema punktami, zrobił to, na co czekało wielu kibiców.

Foto: Peter Figura

Strzelił gola.

A resztę dopisał jeden z najbardziej szalonych meczów sezonu.

-Peter Figura

Foto: Peter Figura

Dodaj komentarz